Kategorie: Wszystkie | Ulubione:
RSS
czwartek, 03 czerwca 2010
Rozdział 5: Błędy cz.1

!! Kochani !!

Bardzo was przepraszam i za długą nieobecnosc i za tak krótki rozdział. Jednak jak narazie nie mam serce do tego tłumaczenia.

Po prostu zapał do pracy nad nim gdzieś się ulotnił...

Zastanawiałam się coraz częściej nad tym czy aby nie zawiesić bloga, ale doszłam do wnoisku, że niee.

Jednakże rozdziały będą ukazywały się maksymalnie raz w miesiącu...

Wcześniejsze tłumaczenie niestety usunęło się nieodwracalnie z komputera więc muszę tak jakby zacząć wszystko na nowo :(

Mam nadzieję, że wybaczycie mi te wszystkie niedogodności.

Tak więc zapraszam wszystkich do czytania i komentowania !!

I do zobaczenia wkrótce !!

Blanx199



***

UWAGA !!!

Ten tekst jest jedynie moim tłumaczeniem
Wszelkie prawa do niego należą do jego autorki - coffeeonthepatio.
Postacie są własnością J. K. Rowling.
Oryginał tego opowiadania znajduje się na stronie:
http://www.fanfiction.net/s/5576044/1/Dismantle_the_Sun

***


Wystarczył jeden rzut oka i wszystko było jasne.
Kobieta spoczywająca w ramionach Alei była wyczerpana, zmęczona i przytłoczony wydarzeniami ostatnich paru dni. Nadal zapewne przeżywała je w pewnym stopniu.
Severus tylko spojrzał na Aleię i juz wiedział, że Hermiona nie wróci do teściów, a jednynie jego żona bedzie chciała zajrzeć tam na chwilę, aby zabrać dzieci i rzeczy Hermiony.

- Mogę iść tam kochanie? spytała Aleia nadal trzymając w objęciach Hermionę ,a on tylko uniósł brwi, opierając się nieznacznie o jedną z półek:
- Chesz tego? - kiwnęła głową.

- Hermiona, kochanie? Szepnęła Aleia, ale młodsza kobieta nie odpowiedziała.

- Ona zasnęła. - rzekł Severus na co osóbka spoczywająca w ramionach jego żony westchnęła cicho.
- Severusie, zabierz ją do naszego pokoju, proszę.

- Wykluczone Aleia. - protestował, krzyżując buntowniczo ręce na piersiach :
- Ja nie jestem kobietą, że będę służył małej WIEM-TO-WSZYSTKO-A-NAWET-WIĘCEJ za poduszkę i chusteczkę w jednym. - dodał, sycząc.

- Ona straciła męża, - szepnęła Aleia. Musi pozostać z przyjaciółmi, nie powinna uczestniczyc w prywatnej żałobie rodziców Rona to nie na jej nerwy, ona potrzebuje kogoś, kto jej pomoże.

- Ale jeśli myślisz, że to my, jestesmy tymi osobami, to uwierz mi, ze się mylisz. - rzucił poza siebie i odepchnął się lekko od półki.
- Nie chcę jej w naszych kwaterach.
- Ona jest moją przyjaciółką! - odparła. - A jeśli nie pozwolisz Hermionie zostać, ja odejdę wraz z nią.
- Zgoda,- powiedział spokojnie, ze zwykłą sobie dozą arogancji. Odwrócił sie i odszedł kierując się w strone wyjścia z biblioteki powiewając swymi czarnymi szatami. Był skrytym człowiekiem, nigdy nie mówił nikomu nic o sobie.
Naprawdę nie zdołałam go poznać- pomyślała.
Może jedynie w połowie wiedziała kim naprawdę jest Severus Snape. Jej mąż potrafił trzymać wszystkich na dystans.
Jednak miał dobre serce, potrafił pomóc.
Zgodził się na pobyt Hermiony, a przecież właśnie o to mi chodziło.
Nigdy nie było tak by w jednej minucie mówił tak, a w drugiej nie,
Ona była taka. On nie.
Nie odmawiał jej pomocy. Nie jej Severus
Może nie potrafił kochać, ale zawsze ją popierał. Pomagał wszytskim.
McGonagall gdy ta miała zbyt dużo papierkowej roboty, kadrze nauczycielskiej gdy ta sobie z czymś nie radziła. . Robił wszystko dla wszystkich. Nigdy by się do tego nie przyznał, ale był człowiekiem o złotym sercu.
***

To musi być sen, smutny, rozpaczliwy. Severus nigdy nie zostawił by jej z załamaną kobietą opartą o jej ramie.
To nie był człowiek którego znała. A co gorsza, nawet nie rozumiała. Ona nie rozumiała w ogóle. Nie twierdziła, że była wstanie rozumieć go przez większość czasu. Ale to co zrobił teraz, tym bardzie, że nie miał ku temu powodów, było bardzo zaskakujące.



Aleia Snape potrząsnęła głową odganiając od siebie wszelkie myśli, powoli, wyplątała się z ramion śpiacej kobiety i lewitowała ją w kierunku wyjścia z biblioteki.
Severus z pewnością jest w ich komnatach. I będzie się wściekał za przyniesienie Hermiony. Jednak jeżeli nie zaakceptuje tego stanu rzeczy to... No cóż, miał oddzielną sypialnię.

To było głupie.

- Głupi był on - pomyślała.
Najpierw mówi jej, że Hermiona może pozostać w zamku, a nastepnie wymyśla niestworzone argumenty dlaczego to przez pewien czas nie może zatrzymać się u nich.
- Na pewno wie, ze już nadchodzimy. - pomyślała.

16:53, blanx199
Link Komentarze (7) »
sobota, 29 maja 2010
Sowa V

 

Ekhmm...

No więc ogłaszam wszem i wobec, że razem z Nox :*

postanowiłysmy założyć bloga :D

Opowiadającego oczywiście o parze Hermiona & Severus :D

Pomysł w całości jest Nox :D

ja tylko gdzienoiegdzie dołożyłam swoje trzy grosze jednakż uważam sie

za pełną współautorkę i bardzo serdecznie chciałabym was zaprosić na uroczyste otwarcie ;)

Podaje adres:

http://splatanelosy.blox.pl

Proszę wszystkich bardzo gorąco o komentarze :D

Jeżeli na nowych blogach pojawi się parę słów :D

Będzie i szybciej "Czas na miłość" i "Dismantle the sun"

Pozdrawiam serdecznie

Blanx199

22:59, blanx199
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 maja 2010
Sowa IV

 

Hallo!!!

Czy Wszyscy mnie widzą, ekhm czy Wszyscy słyszą ...

No więc tak :D nie zaczyna się zdania od "no więc", ale co tam :)

Wraz ze swoim przyjacielem ( hehe tak chłopakiem :D)

Założyłam bloga o Severusie i Hermionie jest to historia inna niż wszystkie, ale będzie działa sie normalnie w świecie magii :D

Na ród rodziny Severusa zostaje rzucona klątwa przez prastare stworzenia,

Aby samemu nie zginąc Snape musi pokonać Demona Zła :X

Zaczyna się niebezpieczna walka z czasem...

Jaką rolę w całej tej historii odegra Hermiona Granger??? Jak to wszystko zakończy sie dla niewinnej uczennicy??

Zapraszamy do czytania:

http://ss-hg-znamie.blog.onet.pl

I prosimy o pozostawienie komentarza :D

Blanx199_Lekan

 

15:10, blanx199
Link Komentarze (1) »
niedziela, 02 maja 2010
Rozdział 4: Ucieczka

Witajcie :*

Wreszcie oddaję kolejny rozdział waszej krytycznej ocenie....Mam nadziej, że Wam się on spodoba tym bardziej, że znalazłam wreście betę...

No więc tak ::: Rozdział dedykuje nieocenionej Epbrod :* bez której na pewno bym sobie nie poradziła ::: (jej pomoc przy betowaniu rozdziałów jest nioceniona)

No, a teraz zapraszam do czytania....

Blanx199

 

UWAGA !!!

Ten tekst jest jedynie moim tłumaczeniem
Wszelkie prawa do niego należą do jego autorki - coffeeonthepatio.
Postacie są własnością J. K. Rowling.
Oryginał tego opowiadania znajduje się na stronie:
http://www.fanfiction.net/s/5576044/1/Dismantle_the_Sun


***

Usłyszała ponownie płacz dziecka. To była Rose. Ostatnio płakała dosyć często, a odkąd przenieśli się do Nory, również Hugo nie mówił zbyt wiele. Zapewne córka uciekła na strych, gdzie w ciszy i samotności mogła wyrzucić cały swój ból. Jednak matka ją usłyszała. Reszcie rodziny zostało to oszczędzone.

Hermiona martwiła się o dzieci, jednak nie potrafiła z nimi porozmawiać. Nie wiedziała, jak im to wszystko wytłumaczyć. Co powiedzieć, co robić? Musi uciec, tego była pewna, jak najdalej od domu, który niegdyś był jej schronieniem, a nad którym zawisły ciemne chmury, przerażające i niebezpieczne niczym Mroczny Znak. Wszystkie rozmowy rodziny i znajomych wypowiedziane szeptem sprawiały, że sama miała ochotę krzyczeć przez większość czasu. Cisza była niemal nie do zniesienia. Musiała coś zrobić. Dla Rose i Hugo. Czas wrócić do pracy.

Hermiona nie była pewna, czy wysyłanie Rose z powrotem do Hogwartu w takiej chwili było słuszne. Nie wiedziała tego. W tej chwili nie wiedziała nic, ale ten ciągły płacz na poddaszu nie wróżył niczego dobrego. Nie było tam ghuli ani żadnych innych stworów, które trzymałyby Rose z dala od tego miejsca. Przez to Hermiona martwiła się jeszcze bardziej. Nie chciała, by jej dzieci zamknęły się w sobie. Jednak, by tego uniknąć, powinna z nimi rozmawiać, a ona sama tego nie potrafiła.

Być może będzie musiała po prostu odesłać swą dwójkę z powrotem do szkoły lub zabierze dzieci do domu. I dopiero tam zdecyduje, co dalej.
W Norze wszystko powoli zaczęło wracać do normy.
Artur zmusił się do wstawania co rano do pracy.
Molly również zaczęła wykonywać prace domowe machinalnie jak robot.
Reszta Weasley’ów już dawno opuściła Norę, nawet Harry i Ginny.

I znów niczego nie była pewna... Może słusznie byłoby wziąć urlop... Ale sam Charlie odradzał jej to rozwiązanie.
Ale znów z drugiej strony, wrócić do domu, w którym Ron i ja byliśmy tak szczęśliwi?- Myślała.
Charlie i Bill zabrali ją z domu tamtej okropne nocy i przywieźli do Nory. Nie chciała odejść. Nie, to nie była prawda. Sama nie wiedział, czego chce. Wszystko to było dla niej niepojęte.

Ale teraz, znów nie była pewna, co powinna robić i ile z tego wszystkiego rozumie. Być może będzie musiała poprosić kogoś o radę. Opuszczenie Nory może tylko nieco jej w tym wszystkim pomoże.

Hermiona westchnęła, wyszła z łóżka i ubrała się. Musiała się stąd wydostać, jak najszybciej.

***

Starał się być bardzo delikatny. Chciał być dobrym mężem. Dał jej naszyjnik. Tak po prostu, bez żadnej szczególnej okazji, spędził z nią kilka nocy w łóżku , miał za punkt honoru pojawianie się co wieczór w bibliotece, jeżeli nie mógł spotkać się z Aleią podczas lunchu. To było żałosne i obłudne.
Wiedział, że powinien po prostu być z nią szczery.
Wiedział, że powinien usiąść z nią i powiedzieć, że zakochał się dawno temu w innej kobiecie, powiedzieć, że nadal bardzo ją lubi, lubi bardziej niż większość ludzi zdaje sobie z tego sprawę, ale to małżeństwo nie było niczym więcej niż farsą. Nigdy nie mogła dostać tego, czego od niego chciała, a co gorsza, nie mogła zdobyć tego z nim. Ale mimo tego wszystkiego, co zostało powiedziane i zrobione, lubił małżeńskie szczęście, nawet te udawane. Był po prostu egoistycznym draniem.

Jednakże powrót do żony, każdego dnia po zajęciach z tymi tępakami przynosił mu ukojenie, zostawiając po sobie poczucie bezpieczeństwa.
Lubił rozmawiać z kimś co dzień. Podobało mu się, że Aleia czekała na niego, a w dodatku kochała go.

Zbyt długo w jego życiu nie było kogoś, kto był zawsze, kto trwał przy nim.

Dlatego trzymał Aleię przy sobie. Była wspaniałą, inteligentną kobietą.

Kobietą, na którą pewnego dnia wpadł w mugolskiej księgarni. Cóż, nie dość wpadł. To był raczej bardzo gorączkowy dzień, jeden z tych przed świętami Bożego Narodzenia, a ona próbowała dotrzeć do książki na jednej z najwyższych półek. I zamiast czekać, aż ktoś jej w końcu pomoże ją zdjąć, dziewczyna sama postanowiła się obsłużyć, nie zawracając nikomu głowy. Severus zdążył tylko zauważyć czubek jej różdżki, delikatnie wystający z rękawa i po chwili książki wpadły w jej malutkie ręce.

To uczyniło ją interesującą. Była piękna, a on był chory i, w dodatku, bombardowany przez idiotyczne listy miłosne od kobiet z, którymi się nigdy nie spotkał, niewiele więc myśląc umówił się z Aleią. A potem znowu. I znowu.

I znowu.

Aż w końcu postanowił wziąć ją do Weasleyów, na ich co trzymiesięczne spotkania. Niedługo potem postanowił poprosić ją o rękę. Lubił ją i zdecydowanie bardzo pożądał. Uczucie to zmieniło się w coś na kształt miłości do Alei, przynajmniej tak to sobie tłumaczył, i był pewny, że nie czuł tego nigdy wcześniej do żadnej innej kobiety. Wiedział, że może spędzić z nią bardzo długi czas i, na początku, bardzo tego pragnął.

Nie miał nadziei na lepsze motywy do zawarcia związku małżeńskiego. Żadna inna nie zastąpi mu Lily, żadna nie mogła się równać z Lily. O żadnej tak nie myślał. Lily była na piedestale. Lily była dla niego niczym posąg z najdoskonalszego marmuru, bez żadnej skazy na zewnątrz. Inne kobiety bladły w porównaniu z nią.

Nie chciał mieć innej.
Nigdy nie mógł mieć innej.

I tak, oto związał się z Aleią. Najprawdopodobniej rujnując jej życie.

Może posiadanie dziecka nie jest takim złym pomysłem? Myślał. Dla Alei liczyłoby się coś prócz biblioteki i w końcu na pewno bardzo by ją ono uszczęśliwiło.
Miał ogromne poczucie winy z powodu dwóch innych kobiet, które naprawdę się dla niego liczyły. Lily - wspomnienie ciągle wystawione na piedestał i Hermiona - miłość jego życia. Jednak tym bardziej jego poczucie winy rosło, im więcej wewnętrzny głos podszeptywał mu, że Hermiona jest teraz wolną kobietą i może.... Ale to były tylko złudne mrzonki i musi w końcu przestać o tym śnić. Należałoby wszystko, co ma zaoferować Alei, a nie czekać na spełnienie niemożliwego.

Severus Snape podążał korytarzami Hogwartu, aby zobaczyć się z żoną, jeszcze raz.

Potrzebował książek z biblioteki. A tam była właśnie jego Aleia.
Idąc, zaczął zastanawiać się, czy aby jego dobre imię nie ucierpiało po tym, jak większość czasu spędzał wraz ze swoją żoną.
Na szkolnych korytarzach już spekulowano, czy aby Snape nie złagodniał.
Przestał być również złą personą z lochów, odkąd musiał się wyprowadzić, ponieważ Alei się tam nie podobało. Jak dla niej, było tam zbyt wilgotno i zbyt ciemno.
Był już trochę starszy, wiedział o tym doskonale, ale uczniowie bardziej bali się go w tych dniach niż kiedykolwiek. Był jeszcze w stanie wywołać dreszcz u uczniów, gdy przechodził obok nich korytarzem.

Tak jak teraz. Dwójka uczniów Ravenclawu, całująca się na szkolnym korytarzu, umknęła niczym spłoszone myszy na jego widok.
Poczuł dreszcz radości widząc to.
Uśmiechnął się jednym ze swoich przerażających uśmiechów i ruszył dalej.

Wciąż się uśmiechał, gdy pchnął uchylone drzwi biblioteki.
Ale jego żony nie było przy biurku.

***

Aleia, katalogując książki, znalazła na strychu stary testament człowieka, który zapisał cały swój majątek Hogwartowi. Działo się to sporadycznie. I nigdy nikt tak naprawdę nie rozumiał, dlaczego.
Ale ona miała dużo pracy. Musiała skatalogować wszystkie książki i umieścić je na nowych półkach.

Cóż, to było właśnie to, co lubiła robić.
Rano w bibliotece długo było cicho, większość dzieci była w klasie i tylko kilku uczniów szóstego lub siódmego roku miało wolne miedzy lekcjami.
Gdy właśnie Aleia przeglądała testament niejakiego Brandona Brydla, stanęła przed nią blada, zmęczona, chuda postać z wystającym brzuchem.
Hermiona ubrana była w czarne szaty, a jej włosy domagały się jak najszybszej wizyty u fryzjera.

Aleia natychmiast wstała z miejsca pracy i bez słowa przytuliła przyjaciółkę.
Hermiona zaczęła płakać.

Widząc to Aleia pozostawiła dalsze katalogowanie na później. Pociągnęła Hermionę w róg sekcji i rzuciła wokół nich zaklęcia ochronne, a następnie wezwała skrzata domowego, by przyniósł im ciastka i herbatę i pozwoliła mówić Hermionie.

Rozmawiając z nią, Aleia utraciła zupełnie poczucie czasu, zapominając, że jest umówiona na lunch ze swoim mężem. Zauważyła również, że Hermiona ma już dość tego wszystkiego i nawet słowem nie wspomniała nic na temat dziecka, co nie wróżyło niczego dobrego...
- I Molly jest taka cicha, - wyjaśniła Hermiona, ze łzami w oczach - niby robi wszystkie prace domowe, gotuje, sprząta, ale nie jest sobą. To straszne, jak czysta jest teraz Nora.
Na obiad podaje tylko ulubione potrawy Rona, ale sama nigdy ich nie jada...

- I ty też nic nie jesz. - Przerwała Aleia.

Hermiona tylko wzruszyła ramionami, ale nic nie powiedziała.

- Należy myśleć o dziecku, ono jest teraz najważniejsze. - Hermiona przez chwilę wyglądała na zdziwioną jednak szybki rzut oka na brzuch uświadomił jej, że przyjaciółka ma rację. Skinęła powoli głową, a jej twarz zrobiła się jeszcze bledsza.

- Tak, - szepnęła i położyła delikatnie rękę na brzuchu. - Muszę myśleć o dziecku Rona.

- Jestem pewna, że możesz zostać w zamku, jeśli nie chcesz iść do domu. Minerva udostępni Ci pokoje i będziesz mogła być wśród ludzi, których lubisz, Hermiono. Może dobrze Ci zrobi pobyt z dala od Molly i Artura, wam wszystkim dobrze zrobi.

- Ale może oni mnie potrzebują? - Powiedziała Hermiona niepewnym głosem.

Aleia potrząsnęła głową, wstała od stolika i objęła Hermionę od tyłu.
- Musisz dbać o siebie i swoje dzieci. Możesz tu zostać z Rose i ona będzie nadal uczestniczyć w zajęciach, jeśli czuje, że podoła. A Hugo będzie pod dobrą opieką.
Wszyscy potrzebujecie zmiany otoczenia.

Hermiona westchnęła i skinęła głową ponownie.
- Może to dobry pomysł.

Aleia spojrzała w górę, jej wzrok zatrzymał na postaci męża stojącej za przyjaciółką.
Życie niektórych ludzi jest tak zagmatwane. - Pomyślała.- Za co ludzie tak cierpią?

Nie po raz pierwszy zadała sobie to pytanie i nie zdziwiła się, gdy znów nie otrzymała na nie odpowiedzi.

***

- Sugerujesz, że ona powinna zatrzymać się w zamku?

To rozwiązanie było najgorszym z możliwych. Ale Hermiona wygląda... O nie. Nie wolno nawet myśleć o tym, skarcił się w myślach. Wygląda, jakby potrzebowała kogoś, kto ją przytuli, będzie się o nią troszczyć. Nawet, gdy Aleia wstała, by ja pocieszyć, wciąż wydawała się taka samotna. Scena ta była dla niego bardzo bolesna.

Ale po chwili Aleia spojrzała w górę i spotkała się z jego spojrzeniem.
-Tak, - powiedział powoli, - należy zatrzymać ją w zamku na nieco dłużej. –Szepnął, zanim jego mózg miał możliwość zamknąć mu usta.

12:09, blanx199
Link Komentarze (6) »
wtorek, 20 kwietnia 2010
Sowa II

 

 

 

Hejka wszystkim :)

Chciałam zaprosić was do czytania mojego nowego opowiadania :) Czas na miłość dotyczącego pary SSxHG. Oczywiście tłumaczenie Dismantle the sun  nadal będę wstawiać na bloga jednakże bardzo gorąco chcę was zachęcić do odwiedzenia http://czasmilosci.blox.pl. Bardzo proszę o komentarze i jakies wskazówki dotyczące stylu pisania, dalszych losów bohaterów co zmienic itd będę wszystkim bardzo gorąco wdzięczna i na pewno odwdzięcze się komentarzami. Pozdrawiam serdecznie.

Blanx199

 

21:28, blanx199
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 kwietnia 2010
Rozdział 3: Nigdy cz.2


UWAGA !!!

Ten tekst jest jedynie moim tłumaczeniem
Wszelkie prawa do niego należą do jego autorki - coffeeonthepatio.
Postacie są własnością J. K. Rowling.
Oryginał tego opowiadania znajduje się na stronie:
http://www.fanfiction.net/s/5576044/1/Dismantle_the_Sun

Rozdział dedykowany wszystkim tragicznie zmarłym [*]

Świeć Panie nad Ich Duszą.

***

Zdecydowanie nie lubił tych wszystkich uroczystości. Małżeństw, chrzcin, pogrzebów. Jedank, pogrzeby były prawdopodobnie najgorsze. Tyle smutku, nieszcześcia, a on nie radził sobie dobrze z żałobą innych.



A zwłaszcza tych ludzi.

Nigdy nie przepadał za Weasleyami, nieznośnymi Gryfonami. Ale nikt nie zasługuje na taką tragedię. Rodziny utraciły mnóstwo bliskich w czasie wojny, ale od tamtego czasu, w świecie czarodziejów było względnie spokojnie. Ludzie umierali ze starości, wypadku lub choroby. Nie było na ogół zabitych. Przynajmniej nikt o tym nie wiedział.

Ronald Weasley nie zasłużył na taki los.

A jednak,teraz nie można było już nic zrobić. Nie lubił, iść za trumną z koniecznością patrzenia, jak żona, matka, bracia, siostry i inni członkowie rodziny opłakują zmarłego.

Ale przez wzgląd na długoletnią znajomość rodziny Rona pojawił się na pogrzebie.
Patrzył na nią oszałamioną, idącą tuż za trumną wraz z dziećmi. Widział ją na krótko przed żałobnym marszem. Była blada, włosy ułożone naprędce, czarne szaty, podkreślając ciemne pierścienie wokół oczu i jej mizerna, wychudzona twarz.

Molly Weasley nie prezentowała się lepiej, ale przynajmniej, Artur i Charlie był obok niej, wspierali ją. Oni szli tuż za Hermioną. Za nimi, przeklęty Potter i jego żona, a Severus nie był pewien, kto na kim bardziej się opierał. Potem Bill wraz z żoną i resztą klanu. Wszyscy z nich wyglądali przerażająco.

Stał wraz z Aleia z boku, tuż za Fredem i jego ukochaną. Dlaczego jego nie było tam z przodu z resztą? nie wiedział. Minerva była tuż za nimi.

Natłok kłębiących się myśli przerwałą Ali, która nagle chwyciła jego rękę i przyciągnęła go lekko do siebie. Rzuciła mu jedno z tych swoich wymownych spojrzeń fiołkowych oczu i kiwnęła lekko głową w stronę Hermiony.
Nie możemy zostawić jej tak bez pomocy- szepnęła.

Przewrócił oczami. Wiedział, że mała Wiem-To-Wszystko została sama, a jej dzieci nie były wstanie pomóc. Były za małe i tak samo jak ich matka potrzebowały pomocnej dłoni. I chodź rodzina Wesleów była bardzo liczna, a jej członkowie słyneli ze swej dobrotliwości nie było nikogo kto byłby w stanie wspierac tę biedną dziewczynę. Na uroczystości nie zjawił się również nikt z jej rodziny, a Severus nie miał nawet pojęcia czy oni wogóle żyją.

- O na litość Merlina, - syknęła Aleia i przyśpieszyła kroku, wyprzedzając Weasleyów i po chwili widział, ją już obok Hermiony. Przepchnęła się między Hugo i jego matkę, chwytając oboje za ręce.

Severus jęknął cicho i podążył za swą małżonką. Nie zrobi tego nawet dla swojej żony. Nie jest w stanie wspierać tej rodziny. (Choć sam nie wiedział dlaczego... )
A zwłaszcza, Hermiony, to jej nigdy nie miał dość i bał się odważyć nadto zbliżyć się do niej.

Ale teraz, czuł się zmuszony. Musiał. Miał wspierać ją. Na życzenie swej żony. Spojrzał na Rose Weasley i dziewczyna uśmiechnęła się słabo z wdzięcznością. Dlatego także i on podszedł do Rose i Hermiony chwytając obie za ręcę, a jego wzrok czujnie obserwował wycieńczoną wdowę.

Patrzyła w dół i wydawało jej się, że glazura grobowca za chwilę także i ją chwyci za ramię i powoli zacznie zaciskać
wokół niej swą pętle. Jej ręce były zimne. Ona po prostu nie ma już sił - pomyślał. Przybliżył się do niej widząc cień przebiegający po twarzy kobiety, gdy zasłaniano trumnę z ciałem jej męża. Choć w ten sposób chciał zapewnić jej odrobinę bezpieczeństwa.
Widząc to Aleia posłała mu wdzięczny, uśmiech.

Severus pochylił głowę ukrywając twarz za zasłoną czarnych włosów, starając zkoncentrować się na marszu za trumną i nie myśleć o podtrzymywanej kobiecie.
Jego mysli jednak błądziły daleko poza uroczystości żałobne i w zaistniałej sytuacji można je było uznać za wysoce niestosowne.
Tak bardzo pragnął być blisko tej kobiety, być z nią, spoglądać na ten wypukły brzuch w którym rośnie...
Nie. Dość.

Te marzenia nigdy się nie spełnią. Wiedział o tym.
Dlatego może powinien bardziej starć się utrzymać związek z Ali? Przecież była dobra kobieta, a przedewszystkim jego żoną.

***

Jeknął siadając na kanapie w salonie. Absolutnie nie lubił pogrzebów. To było straszne, zobaczyć wspaniałą rodzinę Weasleyów pogrążoną w żałobie.

Severus miał rację. Byłaby popełniła ogromny błąd odwiedzając Weasleyów, bezpośrednio po tragedii. Nawet teraz, cztery dni później było za wcześnie.

Hermiona nie zaczęła płakać przy grobie tylko dlatego, że wiedziała iż ona i Severus trwają przy jej boku. Ta, manifestacja uczuć z ich strony wywołała na twarzy kobiety malutki cień uśmiechu.
I choć Severus wyglądał tak, jakby został zmuszony do jedzenia glutowatej fasolki wszystkich smaków pana Botta, dzielnie trzymał Mionę w ramionach, a ona zdawała się poddawać ciepłu płynącemu od niego.

Był to właśnie Severus, którego kochała. Ten, który zrobił tak wiele dobrego. Uśmiechnęła się do niego gdy wszedł do jej sypialni w spodniach i koszuli. Wyglądał na zmęczonego. Aleia spojrzała na niego ciepło.

- Ciężki dzień, co? spytała delikatnie. Skinął głową, i usiadł na kanapie obok niej robiąc coś, czego nie uczynił od dawien dawna. Chwycił jej rękę, i powolutku podprowadził ją do swych ust całując z nabożnością delikatne kostki.

- Severus? szepnęła, a jej serce zabiło jak szalone.
Czy potrzebny był pogrzeb, aby go przywiązać do niej?, Jeśli tak, to niech tak będzie. Wezmą udział w o wieleu więcej pogrzebach.

Zamiast odpowiedzeć, mąż pochylił się i pocałował ją. Pocałował ją w sposób w jaki nie całował ją bardzo długo, wydawać by się mogło, że nigdy. Pocałunek był namiętny, nieco szorstkie.

Aleia opadła na kanapę, na wpół pchana przez niego i westchnęła radośnie, kiedy dotknął jej ponownie, pocałował ją, rozebrał, pieścił delikatnie, aż jej westchnienia przerodził się w ciche jęki. W tej chwili wiedziała, że Severus jest z nią naprawdę, że nie jest to tylko zwierzęce porządanie, a coś o wiele głębszego.
Sposób w jaki wyszeptał jej imię w stanie największego uniesienia wynagrodził Alei wszystkie krzywdy.

***

Leżała wtulona w niego na wąskiej kanapie, a on gładził jej włosy tak jak lubiła. Tak właśnie powinno być. Nie miał prawa odepchnąc ją po tym wszystkim co z nim przeszła, po tak wielu krzywdach jakie naumyślnie jej wyrządził. Po prostu nie był w stanie. Była częścią jego życia. Była kobietą którą poślubił.
Lecz nigdy nie będzie Hermioną.

Potrzeba tylko,

jednej minuty, żeby

kogoś,

zauważyć, jednej

godziny, żeby go

ocenic, jednego dnia

by polubić, a całego

życia by go,

później zapomnieć...

23:37, blanx199
Link Komentarze (7) »
Sowa I

 

Witajcie Kochani:) niestety obiecana dzisiejsza notka przez wzgląd na moją nie możność uruchomienia systemu Vista :) pojawi się  niestety z opóźnieniem :( bardzo mi przykro z tego powodu i wszystkich bardzo  mocno za to przepraszam :( Mam nadzieję, że nie będziecie źli i zrozumiecie zaistniałą sytuację.

Pozdrawiam serdecznie i obiecuję, że notka pojawi się jeszcze dziś w godzinach wieczornych badź jutro rano :*

 

Łączę się w bólu z rodzinami ofiar katastrofy pod Smoleńskiem

[*]

16:08, blanx199
Link Komentarze (1) »
sobota, 17 kwietnia 2010
Rozdział 3: Nigdy cz.1

Witajcie po tak długiej nieobecności. Bardzo was przepraszam za nie wklejanie nowych rozdziałów, jednak miałam problemy zdrowotne i nie byłam w stanie, a nawet nie miałam jak napisać wam o tym. Jednak teraz wracam już do zdrowia i co weekend będę wklejała nowe rozdziały. Czekam na komentarze i serdecznie pozdrawiam :)

 

UWAGA !!!

Ten tekst jest jedynie moim tłumaczeniem
Wszelkie prawa do niego należą do jego autorki - coffeeonthepatio.
Postacie są własnością J. K. Rowling.
Oryginał tego opowiadania znajduje się na stronie:

http://www.fanfiction.net/s/5576044/1/Dismantle_the_Sun

***

Aleia Snape siedziała w swoim pokoju, i patrzyła na swoje odbicie w lustrze. Wciąż wyglądała całkiem dobrze. Trochę zmarszczek wokół oczu, wokół ust i na czole, które jedynie dodawały jej uroku.

A jednak, Severus nie był nią zainteresowany .

Naciągnęła skórę na skroniach i obserwowała efekt. Dziwne. Wręcz nienaturalne. Ona bardzo lubiła te linie śmiechu, które wcale nie kojarzyły jej się z upływającym czasem lecz szczęsciem jakiego doznała w życiu.

A może to nie o jej wygląd chodzi?, Może nie dlatego Severus ją odrzuca? Aleia wiedziała, że mąż nigdy nie kochał jej tak naprawdę. Nawet to zauroczenie które widoczne było na początku ich związku gdzieś znikło. Nie miała co do tego żadnych wątpliwości, nadal ją lubił, uwielbiał prowadzić z nią wieczorne rozmowy i nadal, choć nie często, niektóre z tych rozmów kończyło się w łóżku jej lub sporadycznie jego. Ostatnio jednak zdażało się to coraz żadziej.

Wczorajszej nocy stała przed nim naga, upokorzona, oddająca mu się w całości, a on nie zareagował. Patrzył na nią tym swoim zimnym, spokojnym wzrokiem i nawet atak jej furii za bardzo go nie obszedł. Tylko stał i czekał.

I tak było bez mała ciągle. A ona musiała pogodzić się z tym wszystkim. Zgodziła się, spać sama, choć wiedziała, że jej męża dręczą koszmary. Wiele razy w nocy słyszała jego krzyk.Nawet gdy wieczorem kochali się Severus nie pozwalał by Aleia dzieliła z nim łóżko  do rana.

Nie musiała wyrażać na to zgody, aby wiedzieć, że nie był w niej zakochany. Lub, że nie odkochał się po pierwszym roku małżeństwa. Że ich pasja na początku związku nie była językami miłości. Byli jedynie dwójką ludzi uciekającą przed samotnością, którzy niejednokrotnie, uprawiali razem seks. Nie wyraziła zgody na to.

Co pozostało między nim? Kim oni są dla siebie??

Może powinna poszukać szcześcia w miłości z kimś innym?

Nie była jednak pewna,czy mogłaby to zrobić. Problem polegał na tym, że Aleia Snape była nadal zakochana w swoim mężu. Po dziesięciu latach małżeństwa, ona wciąż błagała go o odrobinę uczucia, o dziecko. Mogła sobie wyobrazić, jak jest ono z nimi. Chciała mieć dziecko Severus Snape. Chciała się z nim zestarzeć.

Ale nie chciała być tylko chwilową przykrywką, która pozwalała zapomnieć. O, nie Aleia pragnęła czegoś więcej chciała być lekiem na całe zło.... Nie chciała by Severus po jakimś czasie porzucił ją i zamknął na dnie szuflady, jak stare receptury eliksirów do których zagląda gdy nie ma już innego wyjścia. Dopiero jednak wtedy gdy nie uda jej się osiagnąć upragnionego celu odejdzie, zanim będzie bolało jeszcze bardziej. Nim jej dusza i serce rozpadną się na miliony kawałków, którym nigdy. nie będzie dane się połączyć.

Ale jeszcze nie teraz. Ona musi walczyć. Walczyć o swoją miłość. Walczyć o swoje uczucia.

Ale teraz, musi zobaczyć, co mogłaby zrobić dla Hermiony. Biedna kobieta. Wysłała jej kondolencje i jej Sowa wrócił z odpowiedzią Charliego Weasley, że przetransportował Hermionę i dzieci do nory. Wspomniał również że jeszcze nie całkiem dziewczyna pogodziła się z tym co się wydarzyło. Wciąż siedziała godzinami przy stole, patrzyła na drzwi i czekała, aż Ron wróci podczas gdy Molly, nie miała nawet siły by podnieść się z łóżka załamana do końca śmiercią syna.

Aleia przeglądając list ponownie, pomyślała, że tam właśnie w tej chwili przygotowują się do pogrzebu. Potrząsnęła głową. Weasleyowie byli jej przyjaciółmi. Wszyscy, ale szczególnie Hermiona i Charlie. Była na tym samym roku w Hogwarcie z synem Wesleyów. Ona była w Ravenclawie, a on w Gryffindorze....a Hermiona....do niej zawsze można było przyjść do biblioteki,by pożyczyć niezbędne książki do nauki, albo po prostu pogadać. No i Molly, ta zdecydowana, zadziorna kobieta, która zawsze miała na wszystko i nic gotową odpowiedź. Aleia potrząsnęła głową. Nie mogła wyobrazić sobie, tej kobiety posiadającej w sobie tyle silnej woli,nie mjącej siły na podniesienie się z łóżka. Po prostu nie mogła.

Wszystkie jej problemy z Severusem nagle wydały się tak głupie, na myśl o tragedii Weasleyów. Ona nadal miała męża, który żyje i ma się dobrze i pewnie siedzi teraz w gabinecie, kończąc nie gotowe jeszcze eliksiry.

Hermiona nie miała męża, już nigdy więcej nie miała go zobaczyć.

Potrząsnęła głową i ze smutkiem spojrzała jeszcze raz na swoje odbicie w lustrze i z westchnieniem wstała i zaczęła się powoli ubierać.

***

Ron nigdy nie wrói.

Hermiona Weasley usiadła w starej łazience Ginny i spoglądała na swoje smutne odbicie.

"Ron nigdy nie wróci", powiedziała do siebie.

Nigdy już go nie zobaczy. Nigdy więcej z nim nie porozmawia. Nigdy nie będzie czuć jego pocałunków. Nigdy nie będzie dane przytulić jej się do niego. Nigdy nie będzie śmiać się wraz z nim. Nigdy więcej nie bedzie się z nim kłócić, trzymać za rękę, kochać się z nim. Nigdy nie spojrzy mu w oczy, nie zobaczy go bawiącego się z dziećmi. I nigdy nie zobaczy go trzymającego swoje dziecko.

A Ron nigdy nie zobaczy swego nienarodzonego maleństwa.

Spojrzała w dół na swój powiększający się z każdym dniem brzuch.

Już nigdy więcej nie zobaczy jak rośnie w niej życie, które razem poczeli.

I dziecko nigdy nie zobaczy swego ojca. Nigdy.

Dotknęła ręką swego brzucha w czarnych szatach i doznała dziwnego uczucia. Brzuszek nadal odznaczał się spod szat więc jednak ciągle oczekuje dziecka. Pamietała moment kiedy powiedziała, Ronowi, że jest w ciąży, a on chwycił ją w ramiona i zaniósł do sypialni uszczęśliwiony.

Nigdy już nie zobaczy go znowu. Nigdy.

Hermiona chciała krzyczeć. Chciała krzyczeć kiedy ocknęła się w środku nocy i wyczuła dłonią, puste miejsce po drugiej stronie łóżka. Rona nie było obok i nigdy nie będzie spać obok niej ponownie.

Po drugiej stronie łóżko jest teraz puste. Jest teraz tak obco, zimno. Nigdy więcej Hermiona nie zasnie w ramionach męża.

Otworzyła usta w niemym krzyku. Nigdy nie zobaczy go ponownie.

Nigdy.

***

16:47, blanx199
Link Komentarze (4) »
piątek, 05 marca 2010
Rozdział 2: Szok i ból cz.2

UWAGA !!!

Ten tekst jest jedynie moim tłumaczeniem
Wszelkie prawa do niego należą do jego autorki - coffeeonthepatio.
Postacie są własnością J. K. Rowling.
Oryginał tego opowiadania znajduje się na stronie:

http://www.fanfiction.net/s/5576044/1/Dismantle_the_Sun

Rozdział betowany dzięki Elbisiek :*

 

***

Severus Snape westchnął głęboko. Aleia jeszcze nie wyszła z sypialni. Po wczorajszym napadzie furii zatrzasnęła się i siedzi tam do tej pory. A on sam w ponurym nastroju musi jeść śniadanie, ponieważ pojawienie się dziś w Wielkiej sali było jak dla niego zbyt wielkim obciążeniem.
Jęknął, gdy rozległo się pukanie do drzwi.

„Czyżby Minerva tak wcześnie rano? Tylko czego ona mogła by chcieć?"

Jego żołądek mocno zaprotestował, gdy wstawał od stołu żegnając się z wizją normalnego posiłku. Mimo, że nie był niegrzeczny, czy może był, ale wolał łudzić się świadomością że nie jest. Wstał i z jękiem otworzył drzwi. Ujrzawszy Minerve jęknął ponownie.

-Witaj -rzekł chłodno.

Dopiero po chwili, zauważył, że McGonagall wygląda na wstrząśniętą i wydawało się, jakby przed chwilą płakała.

-Wejdź.-dodał szybko i zamknął drzwi.

-Gdzie Aleia?-spytała gardłowym głosem.

-Aleia, Minerwa przyszła tu, aby się z nami zobaczyć.-zawołał w kierunku swojej sypialni.

Drzwi otworzyły się w ciągu sekundy.

-Dzień dobry.-powitała ich, jego żona przyjaznym tonem, zapominając jaką to wiedźmą była w nocy.

Nawet uśmiechnęła się do niego. Jednak uśmiech od razu zniknął z jej ust, gdy zobaczyła wyraz twarzy starszej kobiety. Usiadła powoli i czekała. Podobnie jak on. Zdawało się, że Minerva potrzebuje chwilę czasu by to wszystko ułożyć sobie w głowie.

-Ronald Weasley zmarł wczoraj w nocy.- powiedziała cicho.

-O mój Boże...-Aleia jęknęła cicho i zakryła usta ręką.

On również musiał przyznać, że nie spodziewał się tego.

-Jak?-zapytał nagle.

Oczywiście wszyscy zauważyli nieobecność Rona na obiedzie, a Hermiona wyglądała na trochę smutną.

-A Hermiona? Co z nią?

Minerva spojrzała na Aleię.

-Jeden z napastników uderzył Avada. Bill zawiadomił mnie o tym piętnaście minut temu. Hermiona nadal jest w szoku. Bill pisze, że ona nadal oczekuje, powrotu Rona. Molly i Artur są załamani...

-Musimy iść i pomóc Severusie.-jego żona przeszywała go wzrokiem, ale on pokręcił głową.

-Nie.-odparł i potrząsnął głową.

Nie chciał odwiedzać rodziny w żałobie. I Hermiona nadal jest w szoku. Nie może jej zobaczyć w takim stanie. Nie może.

-Mam lekcje.-dodał, najzimniej jak tylko potrafił i wstał od stołu. -Możesz iść, jeśli tak bardzo chcesz zobaczyć rodzinę w żałobie.–rzucił na pożegnanie.

Nie mógł patrzeć żonie, w tym momencie prosto w oczy.

18:25, blanx199
Link Komentarze (6) »
sobota, 27 lutego 2010
Rozdział 2: Szok i ból cz.1

 

 


UWAGA !!!

Ten tekst jest jedynie moim tłumaczeniem
Wszelkie prawa do niego należą do jego autorki - coffeeonthepatio.
Postacie są własnością J. K. Rowling.
Oryginał tego opowiadania znajduje się na stronie:

http://www.fanfiction.net/s/5576044/1/Dismantle_the_Sun

***

Siedziała przy stole w kuchni. Przed nią stał kubek z herbatą, a ona czuła przejmujący chłód. Oraz wszechogarniający ból. Niedawno wysłała Harrego do domu. Musiał być teraz z rodziną. Chciał ją ze sobą zabrać ale Hugo spałi i ktoś musiał czekać w domu na powrót Rose.

 

Jej ciało przeszył dreszcz . Ręce miała, prawdopodobnie sine z zimna, ale nie mogła spojrzeć w dół, nawet gdyby chciała. Jej oczy były utkwione w plamie kawy na przeciwległej ścianie. Która istniała od wakacji gdy to Hermiona podawała dzieciom śniadanie a podekscytowany wyjazdem do dziadków Hugo wpadł do kuchni niczym huragan i nie zauważył mamy która niosła tacę z dzbankiem kawy. Oczywiście jak łatwo się domyślić nieszczęsny dzbanek wylądował właśnie na ścanie pozostawiając po sobie wielką ,czarną plamę.

Miała właśnie przypomnieć Ronowi o malowaniu kuchni… A teraz….

Skrzywiła się z obrzydzeniem patrząc na filiżankę stojącą przed nią. Nie była zmęczona, choć nie miała pojęcia dlaczego. Coś było nie tak, jednak nie wiedziała co to było.

- Coś całkowicie się zmieniło ale nie wiem co. – szepnęła cicho i tylko siedziała nad wyraz spokojnie obejmując ramionami brzuch i zastanawiając się, dlaczego nie była zmęczona i dlaczego czuła się tak dziwne w środku.

 

***

 

Bał się aportować , ale nie było innego sposobu transportu do Nory gdzie byli Ginny i reszta rodziny. Wszyscy oni, na pewno teraz śpią. Nie będzie ich budził. Ta wiadomość może poczekać do rana.

- Tak- pomyślał upewniając samego siebie może poczekać do rana.

 

Jednak musiał dostać się do domu , otarł zdradzieckie łzy z oczu, skoncentrował się na czekającym go zadaniu, i aportował się z cichym pyknięciem.

Martwiło go, że Hermiona została zupełnie sama. Właśnie go odprawiła. Nigdy nie zapomni tego jej histerycznego śmiechu, ani tego drętwego tonu. On nie chciał zostawić jej w spokoju, ale była uparta. Powiedziała, że będzie musiała porozmawiać z dziećmi, że musi pobyć teraz sama. A on wiedział, był prawie pewien że ona siedzi teraz i czeka na Rona.

 

Tylko, że on nigdy nie wróci pomyślał.

 

Ron nigdy nie wróci – powtórzył samemu sobie. Przygryzł dolną wargę starając się zagłuszyć w sobie ból.

Rozejrzał się wokoło i ruszył w kierunku majaczącej w ciemności Nory.

Należało ich wszystkich obudzić. Usiąść razem z nimi i porozmawiać. Wytłumaczyć wszystko. Będzie musiał powiedzieć Molly i Arthurowi. Powiedzieć, że będą musieli pochować swe drugie dziecka. Drugiego syna, który również został zabity przez czarnoksiężnika.

 

Sam stracił najstarszego i najlepszego przyjaciela który był mu jak brat. Zrobił wszystko by go uratować ale Ron nie odwrócił się w odpowiednim momencie, a śmiertelne zaklęcie zostało wypowiedziane tak szybko, że nim Harry zdąrzył choćby podnieść różdżkę, jego najlepszy przyjaciel leżał martwy na ziemi.

 

Obaj otrzymali niekompetentne informacje z Ministerstwa , powiedziano im, że grupa czterech lub pięciu czarodziei uprawia czarną magia w małych bocznych alejach Diagon Alley. I to był błąd. Nie cztery czy pięć, ale sześć. Sześć czarodzieji w ciemnych szatach. Jeden zaszedł z tyłu Rona i gdy Harry spojrzał w jego kierunku zobaczył już tylko błysk zielonego światła. Ruszył za nimi nieoświetlonymi alejami jednak nim wbiegł za róg sklepu zobaczył wirowanie ciemnych szat i już było za późno. Zabójcy uciekli.

 

Nie zdołał ochronić swego najlepszego przyjaciela. I teraz musiał wyjaśnić wszystko zarówno swojej rodzinie, jaki jego.

 

Delikatnie, pchnął drzwi od kuchni i znalazł się w ramionach swej zmartwionej żony.

 

- Och, jesteś wszystko w porządku? Tak bardzo się martwiłąm- mówiła szybko.

- Czemu trwało to tak długo?

 

Delikatnie odsunął ją od siebie i, rozejrzał się. Ginny siedziała w ciemnej kuchni, którą rozświetlał tylko jeden niebieski płomień. Wiedział, że ma łzy w oczach, mimo że tak bardzo chciał ich uniknąć. Był dorosłym człowiekiem. Aurorem. Widział niejedną śmieć. Ale nic, nawet śmierć Syriusza lata wcześniej nie wstrząsnęła nim tak bardzo, nic nie mogło przygotować go do trzymania, martwego ciała przyjaciela w ramionach.

 

- Harry? Ginny zwróciła się do niego cichym głosem, ale mógł tylko potrząsnąć głową .

- Co się stało? spytała.

- Czy Ron ... co stało się z Ronem?

 

- Ron nie żyje, - odparł głucho i patrzył jak oczy Ginny rozszerzają się a ona sama opada na krzesło stojące za nią.

 

- Co? Wydyszała.

- To nie może być prawda.

 

Przełknął ślinę i skinął głową. Musiał oprzeć się o drzwi i osunął się na kolana, ukrywając w nich twarz. Ginny w jednej chwili znalazła się przy nim, siadając na podłodze, oplatając go ramionami. Czuł jej łzy kapiące na jego szaty, oraz wstrząsanie ramion.

 

- Co z Hermioną?- spytała po dłuższej chwili.

 

- Powiedziałem jej. Byłem u nich w domu.- odparł cicho.

- Chciałem ją przyprowadzić tutaj, ale ona nie ...

 

- Hey wy dwoje - głos ojca dobiegł ich od drzwi

- Co robicie na tej podłodze o tej porze?

 

Ginny podskoczyła jak strzała i przytuliła ojca .

- Co się stało?- spytał zdziwiony, starając się uwolnić nieco z uścisku Ginny.

 

- Ron, nie ... Harry powiedział powoli i nie spodziewał się, że reakcja, której był świadkiem będzie aż tak dramatyczna. Artur po prostu jakby rozpadł się na małe kawałki, i upadł ciężko na krzesło.

 

- Nie mów tego to nieprawda ..."

 

Harry mógł tylko kiwnąć głową i znów przygryzł swe wargi aż do krwi. To było zbyt trudne.

 

Starszy mężczyzna miał w oczach taki sam obłęd, jak Ginny chwycił go za klatkę piersiową. Potrząsnął głową, uwierzyli mu, Arthur zaczął mruczeć słowa których Harry nie mógł rozpoznać.

 

- Nie mieliśmy szans. Byliśmy źle poinformowani. Jeden z nich trafił go ...

 

- Nie! Krzyknęła Ginny.
- Po prostu przestań! To nie jest prawda.

 

Zamknął oczy i mocno potrząsnął głową i jeszcze mocniej podciągnął kolana. Po chwili usłyszał kroki na schodach. Jednak były jakby odległe. Zapragnął natychmiast obudzić się z tego koszmaru.

 

Zamknął oczy, i uszy, na wszystko. Odciął się, uciekł w głąb siebie. Nie chcąc słyszeć reakcji Molly.

 

Nie mógł jednak nie rozpoznać bolesnego krzyku matki Rona ni nie usłyszeć odgłosu upadającego, ciała.

***

Udało mi się wstawić już pierwszą część drugiego rozdziału...jutro postaram się dodać drugą ale nic nie obiecuje

Dziękuję Elbisiek za komentarz i wam wszystkim, którzy jeszcze nie komentowaliście też dziękuje :P

 

20:44, blanx199
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2